Polska: Marek Holak – Ośmiornica w kasie (Local economy)

Według wstępnych szacunków z kasy Wydziału Finansowego ratusza w Mogilnie wyprowadzono ponad 80.000 zł

Ośmiornica w kasie

Kasjerka Anna G. w kasie ratusza już nie pracuje. Skarbnik gminy Emilia G. na piśmie potwierdziła, że zataiła w 2008 r. przed burmistrzem Duszyńskim – podobną jak teraz aferę – także z udziałem Anny G. na kwotę około 20.000 zł. Leszek Duszyński o wszystkim błyskawicznie powiadomił prokuraturę. Nad całą sprawą unoszą się specyficzne powiązania partyjno-rodzinne, jakie panowały w Wydziale Finansowym.

W POCZEKALNI

W piątek 1 lipca w mogileńskim ratuszu pojawili się kryminalni z komendy powiatowej policji. Dwóch funkcjonariuszy po cywilnemu czekało na rozmowę z burmistrzem Mogilna. Gdy Leszek Duszyński zobaczył ich w poczekalni, zapytał: – Już wiecie? – My też mamy swoje źródła i metody – usłyszał od jednego z policjantów. Burmistrz zaprosił ich do gabinetu. Poinformował, że właśnie cały pakiet materiałów związanych z przekrętem, w sprawie którego przyszli, jest już w drodze do Prokuratury Rejonowej w Mogilnie. Wysłał go wcześniej tego samego dnia. Pokazał im kopie dokumentów i wszystko opowiedział. Także swoje podejrzenia i wątki, które niekoniecznie znalazły się w oficjalnym piśmie do prokuratury. – Dobrze. To niech pan robi swoje, a my robimy swoje – miał usłyszeć burmistrz z ust policjantów. Funkcjonariusze opuścili ratusz.

Człowiek, który opowiedział nam tę historię, mówi, że burmistrz miał być tą wizytą dość zaskoczony. O tym, że od kilku dni badany był w ratuszu przekręt – wiedziało dosłownie kilka osób. Badały przypadek, co do którego Leszek Duszyński chciał mieć stuprocentową pewność, że to przestępstwo, w wyniku czego będzie musiał powiadomić prokuraturę. A nie na przykład sprawa, którą mógłby rozwiązać na drodze postępowania dyscyplinarnego.

– A tu raptem wchodzi policja – mówi nasz rozmówca. Uważa, że ktoś z ratusza musiał anonimowo poinformować policję. Liczył być może, że przy okazji nieprawidłowości, odpowie także burmistrz za nie powiadomienie prokuratury. O tuszowaniu sprawy, czy o zamiataniu jej pod dywan przez burmistrza nie mogło być jednak mowy, skoro przygotowane dla prokuratorów dokumenty w teczce nosiły daty obejmujące okres tygodnia czasu. Nie wszyscy jednak o tym w urzędzie wiedzieli.

PYTANIA BEZ ODPOWIEDZ

Jak ustaliliśmy nieprawidłowości dotyczą pracy Wydziału Finansowego i to na przestrzeni ostatnich kilku lat. W poniedziałek 4 lipca rano wysłaliśmy oficjalną drogą, na piśmie, szczegółowe pytania odnośnie sytuacji w Wydziale Finansowym do burmistrza. Odpowiedź była lakoniczna. – Informuję, że na obecnym etapie prowadzonego postępowania wyjaśniającego, udzielenie odpowiedzi na zadane pytania nie jest możliwe – odpisał tego samego dnia 4 lipca o 1333 Leszek Duszyński.

Przeprowadziliśmy własne śledztwo. Rozmawialiśmy z kilkoma osobami niezależnie od siebie, które zastrzegły sobie anonimowość. Oto nasze ustalenia.

HISTORIA JEDNEGO UPOMNIENIA

Kilka razy do roku w Wydziale Finansowym mogileńskiego ratusza kontrolowane są wpływy podatkowe do budżetu gminy. Sprawdzane są osobiste konta podatników (te znajdujące się w wydziale) i ich weryfikacja pod kątem zalegania z płatnościami podatków. Ociągającym się podatnikom wysyłane są upomnienia.

Po wysłanej kilkanaście dni temu kolejnej partii upomnień, przed Bożym Ciałem do ratusza z pretensjami zadzwonił jeden z mieszkańców. Jak ustaliliśmy, był to właściciel sklepu ABC z Mogilna Stefan Tomaszewski. Miał zadzwonić konkretnie 16 czerwca. Miał pretensje do urzędników o to, że panuje w Urzędzie Gminy bałagan i jest wzywany do zapłaty – co najlepsze – I i II raty podatku od nieruchomości, w sytuacji, gdy on ten podatek zapłacił i to od razu całą kwotę za rok z góry.  Handlowiec przyszedł potem osobiście do ratusza i przedstawił rachunek z 10 marca 2011 r. potwierdzający zapłatę około 2.000 zł podatku od nieruchomości, jaki otrzymał od kasjerki w kasie ratusza. Miał potwierdzenie wpłaty, ale w wydziale finansowym figurował jako zalegający z zapłatą.

Rozmawialiśmy wczoraj ze Stefanem Tomaszewskim. Potwierdził, że taka sytuacja miała miejsce. Był bardzo zaskoczony tym, że to jego reakcja stała się przyczynkiem do wykrycia ogromnej afery finansowej w ratuszu.

Ale po kolei.

Prawdopodobnie w poniedziałek przed Bożym Ciałem, 20 czerwca, skarbnik gminy Emilia G. zgłosiła tę sytuację burmistrzowi Leszkowi Duszyńskiemu. Sama dowiedziała się o niej od pracowników wydziału. Jak ustaliliśmy Karolina Molenda i Emilia Mądrowska przekazały pani skarbnik pismo w tej sprawie, właśnie 20 czerwca. Bardzo ważne jest w tym piśmie jedno słowo, którego użyły, a mianowicie stwierdzenie PONOWNIE.

Do tego określenia za chwilę wrócimy, bo jest ono kluczowe w zrozumieniu skomplikowanej sytuacji, jaka panowała w Wydziale Finansowym.

TO ANNA G.

Burmistrz po wizycie skarbnika podjął decyzję, by wąska grupa pracowników Wydziału Finansowego sprawdziła na tyle, na ile jest to możliwe ten konkretny przypadek. Mieli zrobić to w całkowitej tajemnicy przed kasjerkami. Burmistrz Duszyński miał już wtedy pierwsze podejrzenia, wolał się jednak upewnić. Komisja miała sprawdzić przede wszystkim, która z kasjerek przyjmowała wpłatę i wystawiła potwierdzenie wpłaty. Na odcinku przyniesionym przez Stefana Tomaszewskiego widniała parafka kasjerki.

Tę sprawę ustalono bez żadnego problemu. Kasjerką była Anna G. z Mogilna. Komisja powołana przez burmistrza miała sprawdzić także, na czym polega działanie programu komputerowego KASA, używanego w kasie ratusza oraz porównać wystawione potwierdzenie wpłaty podatku dla Stefana Tomaszewskiego z innymi podobnymi dokumentami.

Potwierdzenie, jakie dostarczył handlowiec, na pierwszy rzut oka nie różniło się niczym od potwierdzenia wystawianego standardowo w takich przypadkach. Dlatego podatnik, gdy otrzymał takie poświadczenie zapłaty, był zadowolony, że ma dowód wpłaty i nie wnikał w szczegóły na nim zawarte. Przede wszystkim dokument Stefana Tomaszewskiego nie zawierał dwóch zasadniczych elementów: okresu, za jaki został zapłacony podatek (ilość rat) oraz numeru ewidencyjnego podatnika.

KASJERKA ODCHODZI

Po czterodniowej przerwie (23-26 czerwca), spowodowanej długim weekendem, burmistrz Duszyński wezwał w poniedziałek 27 czerwca do swego gabinetu kasjerkę Annę G. i zażądał wyjaśnień.

Dzień później, 28 czerwca kasjerka przyniosła na piśmie prośbę o natychmiastowe rozwiązanie umowy o pracę. Zanim burmistrz wyraził zgodę, wpłaciła na konto brakującą kwotę około 2.000 zł.

Jakież było zdziwienie pracowników wydziału i burmistrza, gdy potem przy przejmowaniu stanu kasy okazało się, że brakuje w niej właśnie około 2.000 zł. Wygląda to tak, jakby kasjerka Anna G. zrobiła jeszcze debet we własnej kasie. Prawdopodobnie wzięła z kasy brakujące około 2.000 zł i wpłaciła brakujące pieniądze do tej samej kasy. W tej chwili na koncie podatkowym Stefana Tomaszewskiego widnieje już pełna roczna wpłata za podatek od nieruchomości, ale ta sama kwota brakuje za to w kasie

NA CZYM POLEGAŁ PRZEKRĘT

W Wydziale Finansowym kasjerki pracują na programie KASA. Program ma jakby 2 szuflady. W jednej są konta osobiste podatników z gminy Mogilno. Druga szuflada to miejsce, gdzie wpłacają podatki na przykład sołtysi, gdy zbiorą je od mieszkańców. Tam także wpłacają pieniądze podatnicy za koncesje od sprzedaży wyrobów alkoholowych.

Gdy Stefan Tomaszewski przyszedł 10 marca wpłacić za cały rok podatek, kasjerka Anna G. wpłaciła pieniądze właśnie do tej przestronnej szuflady. Wydała mu potwierdzenie wpłaty, ale nie zawierało ono tych danych, które otrzymałby, gdyby pieniądze wpłacone były na konto osobiste.

Anna G. prawdopodobnie po wyjściu podatnika dokonała tzw. stornowania księgowego, czyli wykonała operację wsteczną. W ten sposób podatnik miał potwierdzenie wpłaty podatku kwotowe (bez wyszczególnienia rat), a ona wzięła pieniądze do własnej kieszeni. Tymczasem po takiej operacji w komputerze nie było żadnego śladu wpłacania podatku. Wpłacona kwota nie pojawiła się tym samym na koniec dnia w raporcie kasowym. Skoro tam nie widniała, tym samym automatycznie pieniądze nie znalazły się na rachunku bankowym.

Oczywiście stornowania (cofania operacji) można także dokonywać na kontach osobistych podatników. Wtedy jednak wszystkie operacje widzieliby także inni pracownicy Wydziału Finansów. Wówczas jakikolwiek przekręt nie uszedłby ich uwadze.

SKARBNIK KRYŁA KASJERKĘ

Pracownicy Wydziału Finansowego swoimi metodami ustalili na dzień 1 lipca, że kwota, której brakuje w kasie ratusza, może sięgać nawet ponad 60.000 zł.

Burmistrz Leszek Duszyński poinformował o wszystkim prokuraturę.

Bezpośredni nadzór nad pracą Wydziału Finansowego pełni dyrektor tego wydziału, czyli skarbnik gminy Emilia G. W tym momencie wracamy do słowa PONOWNIE, jakiego użyły w piśmie do pani skarbnik z 20 czerwca Karolina Molenda i Emilia Mądrowska.

Burmistrz zaczął dociekać, co to oznacza. Czy to oznacza, że już kiedyś w Wydziale Finansowym dochodziło do jakichś przekrętów, o których on nie wiedział. Okazało się, że tak rzeczywiście było. Z naszych informacji wynika, że skarbnik ratusza Emilia G. interweniowała u inspektor Molendy, by to słowo zniknęło z pisma z 16 czerwca. Inspektor postawiła jednak na swoim i nie zmieniła treści pisma.

Skarbnik Emilia G. miała także bezpośredni nadzór nad pracą kasjerek i ona jedyna w ratuszu prawdopodobnie miała podgląd na to, co dzieje się na ekranie komputera kasjerek.

Burmistrz miał zażądać od pani skarbnik wyjaśnień, czy w przeszłości dochodziło już do przekrętów w ratuszu, i dlaczego skarbnik gminy nie poinformowała go o tym. Odpowiedzi miały wpłynąć na jego biurko do wtorku 5 lipca, do 900 rano.

ZATAIŁA PRZED BURMISTRZEM

Jak opowiada nam osoba z ratusza, odpowiedź zszokowała burmistrza. Skarbnik Emilia G. przyznała, że w 2008 r. doszło już do przekrętów w Wydziale Finansowym ratusza na kwotę około 20.000 zł. Na taką kwotę brakowało wpływów z podatku drogowego w kasie ratusza. W sprawę także była zamieszana kasjerka Anna G. Według skarbnika gminy środki zostały w  całości zwrócone.

Emilia G. zataiła i ukryła tę aferę przed burmistrzem. Miała napisać w piśmie wyjaśniającym, iż myślała, że było to tylko zdarzenie jednorazowe.

URZĘDNICY W USC

We wtorek 5 lipca burmistrz Duszyński poprosił wszystkich urzędników do sali USC na 1530. Miał powiedzieć im między innymi, że ostatnie wydarzenia w ratuszu rzuciły cień na pracę urzędników. – Nasz wizerunek w opinii publicznej ucierpiał – mówił burmistrz. Zapowiedział, iż analizie zostaną poddane teraz wszystkie stanowiska urzędnicze pod kątem zakresu wykonywanych czynności oraz radzenia sobie z nimi przez konkretne osoby. Zabronił urzędnikom, cytujemy: snucia się po korytarzach, serfowania po Internecie, wychodzenia z budynku w czasie godzin pracy i spóźniania się do pracy.

Na sali USC panowała kompletna cisza.

POWIĄZANIA

By czytelnicy mieli pełny obraz sprawy, należy także napisać o zależnościach i powiązaniach partyjnych oraz rodzinnych w Wydziale Finansowym ratusza.

Brat kasjerki Anny G. za żonę ma siostrę skarbnika gminy Emilii G. i mieszkają w Procyniu, podobnie jak pani skarbnik. Anna G. ostatnio przy wielu okazjach pokazywała się na publicznych imprezach w towarzystwie polityków i samorządowców PSL. Jest także członkiem gminnego pocztu sztandarowego PSL w Mogilnie.

Inspektor Karolina Molenda to córka prezesa PSL w gminie Mogilno, wiceprzewodniczącego Rady Miejskiej Pawła Molendy. Druga kasjerka Ewa Januchowska jest zaś córką innego znanego działacza PSL i Kółek Rolniczych w gminie Mogilno Stanisława Żerdki. W Wydziale tym także pracuje radny powiatowy PSL Mirosław Leszczyński.

DOŁĄCZYŁ PISMO

Wczoraj 6 lipca do Prokuratury Rejonowej w Mogilnie burmistrz Leszek Duszyński dostarczył kolejne pisma. Było wśród nich także pismo napisane osobiście przez panią skarbnik Emilię G., że zataiła przed burmistrzem w 2008 r. aferę finansową na kwotę 20.000 zł. Pozwoliła kasjerce spłacić pieniądze i pracować dalej.

KONTROLA KOMPUTERÓW

Także wczoraj o 1100 kontrolę twardych dysków komputerów Wydziału Finansowego rozpoczęli fachowcy z  Ośrodka Informatyki w Bydgoszczy, Centrum Edukacji Sp. z o.o.

Leszek Duszyński przesłał prokuraturze informację, że jak tylko będą znane wyniki tych badań natychmiast dostarczy je na ul. Benedyktyńską do prokuratury.

Z naszych informacji wynika, że badaniem objęto okres od 2004 r., od dnia kiedy kasjerka Anna G. została przyjęta do pracy za czasów kadencji burmistrza Jacka Kraśnego.

KWOTA ROŚNIE

Ostatnie informacje dochodzące z ratusza mówią już o kwocie nieprawidłowości sięgającej grubo ponad 80.000 zł.

Pojawiło się także nowe miejsce, gdzie mogło dojść do dokonywania przekrętów finansowych – mianowicie wpłaty do kasy pieniędzy za koncesje za sprzedaż alkoholu. Koncesje wydawał inny wydział w ratuszu i urzędnicy z tego wydziału potrzebowali tylko potwierdzenia zapłaty. Kasjerka z Wydziału Finansowego mogła takie potwierdzenie przekazywać do odpowiedniej komórki w ratuszu, a pieniądze na tej samej zasadzie, co opisaliśmy wcześniej, nie trafiały na konto ratusza. W przypadku koncesji prawo nie wymaga wysyłania upomnień. Najwyżej jak ktoś przez rok nie płacił opłat za koncesję, to na końcu roku ją tracił. Osoba, która przywłaszczała sobie pieniądze, miała rok czasu na swobodne obracanie nimi, a potem ewentualnie regulowanie zaległości. Tutaj, jak się dowiedzieliśmy, nieprawidłowości sięgają już kwoty kilku tysięcy złotych.

Marek Holak

reporter Tygodnika Lokalnego “Pałuki i Ziemia Mogileńska”, 88-300 Mogilno, Rynek 15

3 July 2013