Polska: Małgorzata Lichecka – Daria darem(Local social problems, incl. the problems encountered by minorities and the marginalized groups)

Pudełka. Dziesiątki kolorowych kartonów poukładanych w kolejności od pierwszych, niezgrabnie sklejanych, do ostatnich – bez skazy. Daria uczy się introligatorstwa. Od dziesięciu lat dzielnie walczy o powrót do zdrowia

Daria darem

Na zdjęciu roześmiane dziewczynki kąpią się w wannie. W całym domu jest sporo wspólnych zdjęć. Można na nie popatrzeć i nic nie mówić. Czas pozwala uporządkować utratę, przenieść ją do innej pamięci, oswoić i pozbawić paraliżującego serce i umysł działania. Wtedy, w 2003 roku, jechali całą rodzinką w samochodzie. Wszystko działo się szybko. Diana, starsza siostra Darii po ciężkim urazie głowy zmarła po przewiezieniu do szpitala, Daria, do dziś walczy o zdrowie.

Stoisz przy szpitalnym łóżku, nie wiesz nic

Potężny krwiak podtwardówkowy prawej półkuli mózgu, zabójczy obrzęk całego mózgu, zanik różnicy między istotą szarą i białą, liczne złamania żeber, obojczyka, miednicy. Darię uratowano w pierwszej godzinie po wypadku wycinając duży płat czaszki. Dla lekarzy była „nierokującym przypadkiem”. Trzy tygodnie spędziła w śpiączce farmakologicznej na intensywnej terapii, przez cztery miesiące miała rurkę tracheotomijną, przez osiem miesięcy jej mama, Izabela Szastaj, karmiła ją przez sondę – Daria nie umiała połykać i zamykać samodzielnie ust. Nie mówiła, nie ruszała się, nie jadła, nie było z nią żadnego kontaktu.

Im więcej pojawiało się strasznych słów, tym bardziej rosło w pani Izabeli przekonanie , że to nieprawda. Mieli na przykład zapomnieć o tym, że kiedykolwiek usłyszą z ust Darii jakieś słowo. Tuż po wypadku rzuciła się w wir morderczej pracy spędzając dnie i noce przy szpitalnym łóżku. A po wyjściu ze szpitala, mieszkanie zmieniło się w salę rehabilitacyjną z wielkim łóżkiem po środku. Nie wie czy robiła to żeby udowodnić lekarzom jak bardzo się pomylili czy dlatego żeby sprzeciwić się temu, co od nich usłyszała.

Pani Izabela nie wiedziała od czego zacząć tę piekielną rehabilitację. W szpitalu pokazano jej kilka podstawowych ćwiczeń, jak się okazało marnych i niewiele dających. Instynktownie dobierała więc poszczególne zastawy. Krok po kroku, ruch po ruchu, najpierw jeden palec i godziny ćwiczeń, potem inne części ciała. I znów i od początku. Później dowiedziała się, że „tylko” rozkręcała stawy i to nie codzienna czynność więc bez sensu było uczyć tego uszkodzony mózg. Po dziesięciu miesiącach ćwiczeń Daria zaczęła ruszać prawą stroną ciała. Wtedy zdarzył się kolejny cud.

Anioł Lucjan

– Moja metoda rehabilitacji córki była utopijna. Tak to teraz widzę. Uświadomił mi to Lucjan Lipok. Anioł. Człowiek z powołaniem. Doskonały rehabilitant i kochany człowiek. Pracowałyśmy z nim przez trzy lata, z nas i z siebie wyciskał siódme poty. Tak naprawdę to on postawił Darię na nogi. Dosłownie, bo gdy się żegnaliśmy sama chodziła i mówiła.

Drukowane litery w powietrzu

Dziś Daria mówi w swoim tempie. Powoli, ale wyraźnie. W rok po wypadku, gdy odzyskała na trochę władzę w prawej stronie ciała, zaczęła pisać w powietrzu drukowanymi literami. Prawą ręką. Tą, która miała się już nigdy nie poruszyć. Pisanina była bez ładu i składu, ale pani Izabela już wiedziała, że nie należy odpuszczać, że mordercze ćwiczenia mają sens. Bo uszkodzony mózg w jakiś przedziwny sposób jednak reaguje i zapamiętuje. Najfajniej było usłyszeć o cudzie od lekarzy, którzy nie dawali Darii żadnych szans Specjalnie więc jeździły do tego szpitala pokazać się. Nie mogły sobie odmówić.

Nauka mowy była żmudna. Daria uczyła się jej u nerologopedy w Gliwickim Ośrodku Adaptacyjno Rehabilitacyjnym. Zaczynała od … nauki picia, po to żeby w ogóle mogła ruszać ustami. Od picia i jedzenia do mowy , od kubeczka z dziubkiem do zwykłego, potem gryzienie, przeżuwanie, przerzucanie jedzenia z jednej strony ust na drugą. I w końcu litery. Pierwsze pojawiło się „a”. Ucząc się słowa banan ( ma aż dwa „a”) Daria z wysiłku o mało nie zemdlała. Pani Izabela i rehabilitantka reanimowały ją czekoladkami.

Pięć lat katorżniczej pracy

– Daria robi wszystko, co jej się pokaże. Jest niezwykle posłuszna i nie protestuje nawet przy najbardziej obciążających ćwiczeniach. Ufa mi bezgranicznie. Oczywiście zdarzały się chwile, kiedy padała ze zmęczenia czy płakała z bólu. Codziennie ćwiczyłyśmy od 6.00 rano do 23.00. Miałam plan do zrealizowania i robiłam wszystko, żeby zmieścić się w czasie . Pierwszy samodzielny ruch to machanie ręką, takie papa na do widzenia. Akurat ćwiczyłyśmy wtedy lewą rękę i Daria cały czas wydawała z siebie nieartykułowane dźwięki. Ignorowałam to, ale coraz wyraźniej słyszałam „oli”, „oli”. W końcu dotarło do mnie, że to „boli”, „boli” i Daria protestuje. Krzyknęłam „Daria, ty mówisz!”. Oczy pełne łez i telefon do męża. Choć był daleko od domu przyjechał w pięć minut. Ale Daria nic już wtedy nie powiedziała Odezwała się dopiero po dwóch dniach.

Mówiąc do Stasia śpiewam

Pani Izabela nie umiała odkleić się od Darii, a obie nie umiały normalnie żyć. Dlatego terapeutycznie pojawił się w domu Staś, malutki braciszek. Uwaga pani Izabeli koncentruje się teraz na nim, a Daria korzysta z przywilejów starszej siostry, wspaniale się przy nim czuje, mówi perfekcyjnie, bo się go nie wstydzi. Nauczyła się także organizować sobie czas, uczy się w szkole na Wójtowej Wsi, sama się przebiera ( trwa to bardzo długo, dlatego jeżdżą wcześniej), podejmuje decyzje o najprostszych czynnościach – kiedy jej zimno, pójdzie po sweter ( kiedyś siedziała i siniała z zimna, bo chory mózg tego nie rejestrował). Wieczorami Internet albo czytanie gazet, poradników a ostatnio atlasów. Daria je uwielbia, a zaczęło się od katalogu z biura podróży, który ktoś przypadkiem zostawił w domu. Podróżowała więc z tymi katalogami wyszukując w internecie ciekawostek i robiąc notatki w specjalnym zeszycie.

Maszyna nadziei

Pani Izabela zobaczyła go trzy lata temu na specjalnym pokazie. Rezonans stochastyczny daje rewelacyjne rezultaty. Oprócz samych zalet ma jedną wadę: kosztuje 65 tysięcy. Pani Izabela chodziła z płytką , na której było nagranie z pokazem i namawiała okoliczne ośrodki i przychodnie, taki sprzęt służby przecież innym pacjentom. Na namawianiu zszedł jej rok. Nikt nie chciał, za drogo. Szukała więc rezonansu gdzieś w pobliżu i znalazła w Zakopanem. Można w ciągu dnia zajechać, poćwiczyć i wrócić, ale nic więcej tam nie oferowali, więc ubłagała właścicielkę, żeby jej ten rezonans wypożyczyła. Zgodziła się, nawet pieniędzy nie wzięła. Mieli więc urządzenie dla siebie na dwa miesiące. – Od półtora roku mam trudności w zbieraniu środków, ponieważ urodził nam się malutki kochany Staś, on i okres ciąży bardzo mnie ograniczyły. Środki które uzbierałam w skali roku są mniejsze niż potrzeby, i tym samym topnieją oszczędności na subkoncie w fundacji z “lepszych” lat. Jestem zdesperowana, bo czas leci, Daria się starzeje ma 21 lat i jej szansa mija, a ja ciągle nie uzbierałam wystarczających środków. Poprawa była: w chodzie, świadomości ciała i intelekcie. Od tamtej pory wciąż tylko myślę co by było gdyby Daria mogła na stałe wspomagać się takim sprzętem i druga myśl: jak zdobyć te pieniądze – pani Izabela liczy na pomoc. Obie z Darią osiągnęły niezmiernie dużo, choć wydawało się, że dziewięć lat temu na zawsze skończył się ich świat.

Małgorzata Lichecka – Małgorzata Lichecka: politolożka, dziennikarka, studia – Uniwersytet Śląski w Katowicach, w redakcji Nowin Gliwickich od 18 lat, zajmuję się sprawami społecznymi i kulturalnymi

3 July 2013