Polska: Marek Malinowski – Jak zarabiać na chorych dzieciach (Local social problems, incl. the problems encountered by minorities and the marginalized groups)

Backi Średnie, gm. Siemiatycze

Jak zarabiać na chorych dzieciach

Od pewnego czasu do firm z terenu Siemiatycz i okolic wydzwaniają kobiety informując, że poszukują sponsorów dla biednych, chorych dzieci z Zakładu Opiekuńczo – Leczniczego w Bacikach Średnich. Przedstawiają się, że działają na zlecenie firmy „Mart-Tom” z Sosnowca – ponad 500 kilometrów od ośrodka w Bacikach Średnich.

Telefonistki zadzwoniły do naszej redakcji. Pierwsze pytanie brzmiało tak: „Czy wiedzą państwo, że w pobliskich Bacikach Średnich na państwa pomoc czekają chore dzieci? Możecie państwo im pomóc poprzez nasza firmę. Wystarczy zakupić potrzebne im rzeczy, a my im je sami przekażemy”. W pewnym momencie rozmowa się urwała.

Ustaliliśmy numer telefonu firmy z Sosnowca. Zadzwoniliśmy, by poznać dalsze szczegóły „pomocy”. Podczas rozmowy pracownicę pociągnęliśmy za język.

– A jak możemy pomóc?

– Taka minimum wpłata na konto naszej firmy to 200 zł, ale może być znacznie więcej.

– A gdzie mam wpłacić pieniądze?

– My wystawimy fakturę na firmę i będzie płatna bezpośrednio u listonosza, który ją dostarczy.

– Jaką mogę mieć pewność, że paczka będzie za wpłaconą kwotę?

– Wystawimy fakturę na daną kwotę, którą państwo zadeklarujecie. W paczce będą środki czystości, programy multimedialne, bajeczki lub artykuły ortopedyczno – medyczne. To trafia bezpośrednio do ZOL w Bacikach Średnich.

– Jest jakaś umowa pomiędzy państwa firmą i ZOL?

– Oczywiście, że tak. Mamy upoważnienie pani dyrektor Gogołek, byśmy mogli prowadzić taką akcję.

– A czy możemy zobaczyć paczkę, którą wysyłacie?

– My sami ją wysyłamy, by nie stwarzać państwu problemów z wysyłką. To dla państwa dobra. Przecież musimy sobie ufać. Robimy to dla dzieci.

– A więc jaki to dla państwa biznes?

– Nie mogę się na ten temat wypowiadać, gdyż upoważnionym jest tylko szef.

Radość, ale dla kogo?

Poprosiliśmy telefonistkę z firmy „Mart-Tom” o przesłanie dodatkowych informacji o całej akcji na nasz adres mailowy. Tak, byśmy się mogli zastanowić się nad ofertą.

Kilak godzin później odebraliśmy wiadomość o treści: „W nawiązaniu do rozmowy telefonicznej, zwracam się do państwa z prośbą o ufundowanie paczki o wartości 200 zł lub wielokrotności dla SP ZOL dla dzieci i młodzieży w Bacikach Średnich z artykułami szkolnymi, ortopedyczno-medycznymi oraz środkami czystości. Artykuły te są niezbędne do codziennego użytku w placówce, a pomoc z państwa strony wywoła ogromną wdzięczność podopiecznych. Nasza firma działa z pisemnego upoważnienia dyrektora placówki. Jeśli wyraziliby państwo chęć pomocy, prosimy o potwierdzenie swojej decyzji powołując się na osobę prowadzącą akcję. Na paczkę wystawiana jest faktura VAT lub rachunek, według państwa życzenia. Bardzo prosimy o przyłączenie się do akcji. Z góry serdecznie dziękujemy”.

Jednak kolejne emaile nie były przez nikogo podpisane, tylko lakoniczne „Mart-Tom”. Wzbudziło to nasze podejrzenia, że coś w tej całej akcji „pomocowej” jest nie tak.

Premie za werbunek

Spróbowaliśmy ustalić, gdzie faktycznie mieści się sosnowiecka firma oraz czym naprawdę się zajmuje. W internecie odnaleźliśmy, że jest to firma telemarketingowa (sprzedaż wysyłkowa różnych artykułów). Jest wiele ogłoszeń, że firma szuka osób do pracy na stanowisku telemarketera. Postanowiliśmy skorzystać z oferty i zadzwoniliśmy do Sosnowca.

– Dzień dobry, czy mogłaby pani powiedzieć, czym miałbym się zajmować w pracy?

– Poszukujemy telefonistek, które pozyskują sponsorów w różnych akcjach. Głównie na rzecz ośrodków pomocy społecznej, domów dziecka, zakładów leczniczych dla dzieci itd. Sprzedajemy środki czystości, artykuły biurowe i ortopedyczne.

– A na jakie wynagrodzenie mogę liczyć?

– My pracujemy 6 godzin dziennie. Godzina pracy to 7 złotych netto. Oczywiście wcześniej szkolimy osobę w jaki sposób ma prowadzić rozmowę z klientem, by go pozyskać. Wszystkiego konkretnie pana nauczymy. Oczywiście można liczyć na bardzo dobrą premię finansową od szefostwa.

– A od czego jest uzależniona?

– Od ilości pozyskanych przez pana sponsorów. Im więcej, tym premia jest większa. To szef decyduje ile bonusowych pieniędzy pan otrzyma. Zapraszamy na konkretne rozmowy do naszego biura.

Poprosiliśmy kolegów dziennikarzy z Sosnowca, by sprawdzili co się mieści pod wskazanym adresem firmy „Mart-Tom”. Jak się okazuje jest to jeden, nieduży pokój, w którym tylko kilka kobiet non stop gdzieś dzwoni i szuka sponsorów, a raczej naiwnych klientów.

Szukaliśmy dalej informacji w internecie o tej firmie. Jest wiele wpisów mówiących, że firma często zmienia swoją siedzibę, że nie odbierają telefonów, a wysyłane artykuły to, krótko mówiąc, badziew.

Poparzyło się wielu

Natrafiliśmy na interesujący wpis w internecie dyrektora Domu Pomocy Społecznej w Izdebnie z filią w Grodzisku Mazowieckim. Brzmi następująco: „Informuję, że od 4 września 2012 roku nie współpracujemy z firmą Mart-Tom z Sosnowca, która pozyskiwała od sponsorów pomoc w formie rzeczowej dla mieszkańców Domu Pomocy Społecznej w Izdebnie Kościelnym z filią w Grodzisku Mazowieckim”. Postanowiliśmy umówić się na rozmowę z Elżbietą Strzelecką, dyrektor DPS, by dowiedzieć się dlaczego zamieściła taki wpis.

– Firma z Sosnowca była tak nachalna, że jej pracownicy zadzwonili do jednego z naszych lokalnych przedsiębiorców, by ten wpłacił im 8 tysięcy złotych. Jakoby miała to być pomoc dla naszego domu pomocy społecznej. Wręcz podszyli się pod moją osobę – mówi dyrektor Elżbieta Strzelecka. – Jak tylko uzyskałam taką informację, to postanowiliśmy jak najszybciej zerwać umowę z firmą Mart-Tom i cofnąć upoważnienie. Mieliśmy z tym spory problem, gdyż szefowa tej firmy nie odbierała naszych listów. Ogólnie w paczkach dostawaliśmy bardzo mało wartościowe rzeczy, wręcz pierdoły. Dlatego też przestrzegam wszystkich, by nie wpłacali im żadnych pieniędzy. To jest naciąganie firm na zbędne wydatki. Wiem, że wiele domów społecznych w Polsce już poparzyło się na tej firmie z Sosnowca.

Była dyrektor ZOL w Bacikach Średnich, Katarzyna Siniakowicz potwierdziła nam, że faktycznie paczki docierały do Bacik Średnich, ale w większości były to mało wartościowe rzeczy. Często paczki musieli odbierać z innych miast. Dodatkowo trzeba było wywieszać listę darczyńców paczek. Prawdopodobnie jakieś paczki nadal przychodzą.

Nie dajmy się oszukiwać

Jak widać ktoś w Sosnowcu sprytnie wymyślił sposób na biznes. Chytrze wykorzystując dobroć i hojność ludzkich serc. Wszak hasło „chore dzieci” porusza wielu z nas. Firma wystawia fakturę, ale nie mamy żadnego wpływu na to, co się w paczce znajduje, nie możemy sprawdzić, czy artykuły są na taką wartość jak na wystawionym rachunku. Przecież z pieniędzy wpłaconych przez tak zwanych sponsorów (czyli potencjalnie każdego z nas) opłacane jest biuro w Sosnowcu, pracownicy, telefony, podatki, firma kurierska i właściciele tej firmy z tego chytrego biznesu muszą jeszcze coś skubnąć do własnej kieszeni. Takim to sposobem na naszej sponsorskiej wpłacie po drodze ktoś dobrze się nachapie. Dlatego jeśli chcemy pomóc, to wystarczy zadzwonić lub wybrać się samemu do ZOL w Bacikach Średnich.

Tego typu zwodniczo działające firmy w Polsce zamiast pomagać, to zniechęcają ludzi do pomocy i otwartości serc.
2013-03-20-12.55.30_dfe4a07076ed7eb3f733320a3846bd3e

Marek Malinowski – dziennikarz od 2001 roku, pasja fotografia

3 July 2013