Polska: Małgorzata Lichecka – Skandal z wieżą (I część cyklu o zabytkowej wieży ciśnień. I część przechodzi do dalszego etapu konkursu) (Local history, culture, heritage)

Zabytek niszczeje, właściciel udaje, że o niego dba

Skandal z wieżą

Małgorzata Lichecka

Na teren wieży ciśnień przy ul. Sobieskiego można wejść praktycznie w każdej chwili. Jedynym zabezpieczeniem dziurawego siatkowego ogrodzenia są dwie dość spore kłódki. Na pewno nie odstraszy nieproszonych gości tablica zakazująca wstępu. Ślady wizyt są zresztą aż nadto widoczne: paleniska, butelki i puszki, prowizoryczne siedziska. Od 2009 r. mimo wielokrotnych deklaracji spółka Water Tower zarządca wieży i terenu nie tylko ich nie zabezpieczyła, nie rozpoczęła także żadnych prac inwestorskich.

Czyja to wieża?

Aktualnym właścicielem jest szwajcarska firma Insel Holding, inwestująca w nieruchomości. W jej imieniu całością zarządza spółka Water Tower z siedzibą w Gliwicach. Przy ul. Sobieskiego 20 nie ma jednak żadnych biur, bo prezes Anna Grabowska urzęduje w Katowicach.

Przed wojną wieżę wykorzystywano zgodnie z przeznaczeniem: zasilała okolicę w wodę. Po wojnie pewnie też, skoro do 2004 roku właścicielem były wodociągi. Od tego roku datuje się zawiła historia kolejnych wieżowych posiadaczy: wodociągi w 2004 r. sprzedały (w przetargu) wieżę gliwickiej firmie Remistal – stała się ona składem maszyn i innych materiałów. W 2006 roku kupił ją warszawiak Tomasz Guzowaty, a w zasadzie jego spółka Yours Gallery. Znany fotografik przyjaźnił się z gliwiczaninem Wojciechem Eksnerem, architektem. Razem wystawiali, razem fotografowali. To Eksner zainteresował Guzowatego wieżą i to Eksner wspólnie z przyjaciółmi przygotował projekt „Plantacja sztuki”. Lecz na plantacji nic nie wyrosło. Fundacja wprawdzie rzuciła się w wir zdobywania pozwoleń, zamówiła też projekt w znanej pracowni Medusa Group. Płaciła Yours Gallery. Do czasu. Plantatorzy włożyli w wieżę wiele energii, ale pomysł się nie ziścił: okazało się, że Guzowaty wycofał się z inwestycji, której wstępny koszt oszacowano na ok. 15 mln zł.

Szwajcarska robota

W 2009 r. na scenie pojawił się już nowy dysponent wieży – szwajcarska firma, która do prowadzenia swego wieżowego interesu ustanowiła nową spółkę – Water Tower. Nie wiadomo co skłoniło szwajcarów do zainwestowania w Gliwicach, bo przecież nie uroki ceglanej wieży ciśnień. Dość powiedzieć, że w Krajowym Rejestrze Sądowym pojawił się zapis o handlu nieruchomościami. Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy teren z wieżą był rodzajem rozliczenia z firmą Guzowatego. Dziś i ta nie istnieje, bowiem na jesieni 2011 roku spółkę Yours Gallery rozwiązano. Jeszcze za rządów Plantacji i Guzowatego, w 2008 roku, spłonął dach wieży, policja podejrzewała podpalenie, sprawców jednak nie złapano, a sprawę umorzono. Pozostał jednak całkowicie zniszczony dach.

Przy nowej spółce od nowa ruszyły procedury: pojawia się kolejny, drugi już projekt – znowu w rzecz wieżową angażuje się pracowania z Bytomia. Prezes Anna Grabowska Kostka roztacza świetlane wizje, zapewnia zarówno wojewódzkiego konserwatora zabytków, jak i mieszkańców coraz bardziej zaniepokojonych brakiem jakichkolwiek prac wokół wieży, że lada moment inwestycja ruszy. Nic takiego się jednak nie dzieje.

Czcigodne szczątki

Figurują w rejestrze zabytków od 1998 roku. Każdy z właścicieli miał obowiązek wieżę zabezpieczyć, tak by nie niszczała. Szczytne deklaracje nijak się jednak miały do rzeczywistości. Po pożarze było jeszcze gorzej: prowizoryczną folię szybko wyrwał wiatr, woda lała się więc do środka już bez ograniczeń. Wojewódzki konserwator zabytków mógł ukarać niefrasobliwych zarządców, ale tego nie zrobił. Dlaczego? W odpowiedzi usłyszałam: nowe otwarcie to i nowy kredyt zaufania.

Deklaracje prezes Grabowskiej

To na razie puste słowa. W maju 2011 roku, tuż po interwencji wojewódzkiego konserwatora zabytków i wizji lokalnej spółka Water Tower zintensyfikowała starania o nowe pozwolenie konserwatorskie i nowe pozwolenie budowlane. Pierwsze wydaje konserwator, drugie gliwicki urząd. Stary projekt idzie w kąt, pojawia się nowa koncepcja: wieża już nie będzie miejscem dla restauracji czy galerii, spółka ją jedynie odrestauruje. Za to wokół wieży wyrosną nowoczesne niskopiętrowe biurowce.

Cud wirtualny, kaszan realny

Do czerwca 2011 teren wokół wieży miał zostać uporządkowany. Tuż przed wizytacją wojewódzkiego konserwatora zabytków na teren przy wieży zjechała firma wycinająca drzewa: pod piłę poszło kilka egzemplarzy. Później już nic, choć spółka ma stosowne pozwolenia na wycinkę ok. 213 drzew i krzewów. To jednak kosztuje, więc na pokazówce się skończyło. Do końca 2011 roku miały rozpocząć się prace budowlane, ich koniec zaplanowano na 2012 rok. W połowie listopada 2011 wokół wieży hula wiatr, wyrosły tylko nowe krzaki. Prezes Grabowska milczy i nie chce niczego komentować. Zraziła się do gazety.

Paragrafy na wieżę

Zapisano w ustawa o ochronie zabytków i opiece konserwatorskiej z 2003 roku. Bardzo dokładnie precyzuje kto i za co odpowiada, wskazuje też narzędzia jakimi może posłużyć się służba konserwatorska by ustawa nie była tylko martwym zapisem. Jest więc paragraf 5 określający obowiązki właściciela co do zabezpieczenia obiektu. Spółka Water Tower się do niego niestosuje. Jest paragraf 49, z którego wynika, iż wojewódzki konserwator zabytków może wydać decyzję nakazującą prace konserwatorskie lub roboty budowlane, jeśli ich wykonanie jest niezbędne ze względu na zagrożenie zniszczenia lub istotnego uszkodzenia zabytku. Śląski wojewódzki konserwator zabytku do dziś takiego nakazu nie wydał, mimo iż właściciele wieży nie wywiązywali się z narzuconych im prawem obowiązków. Jest i paragraf 50 – który zakłada, że w sytuacji nagminnego uchylania się właściciela od zabezpieczenia obiektu, na wniosek konserwatora starosta ( w przypadku Gliwic to prezydent) może taki zabytek przejąć – czasowo lub na stałe. Jak dowiedzieliśmy się od Marka Jarzębowskiego, rzecznika prezydenta Gliwic gmina takich działań nie planuje.

Konserwator będzie ścigał

Magdalena Lachowska, zastępczyni Śląskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków sytuację gliwickiej wieży zna aż nadto. – Według posiadanych informacji do dnia dzisiejszego nie przystąpiono do wykonania prac objętych pozwoleniem. Wieża od lat jest niezagospodarowana, wymagająca remontu, konserwacji i adaptacji do współczesnych funkcji. Wobec braku rozpoczęcia jakichkolwiek prac wciąż jest narażona na niszczejący wpływ czynników atmosferycznych, co nie pozostaje bez wpływy na jej stan techniczny. Urząd konserwatorski oczekuje od spółki Water Tower informacji i konkretnych deklaracji w sprawie wykonania prac remontowo – zabezpieczających oraz ujawnienia zamierzeń – Lachowska wylicza, że w latach 1996 – 2011 wieżę często wizytowano, by zaktywizować właścicieli. Ostatnio w kwietniu 2011 roku. Wówczas, jak mówi zastępczyni wojewódzkiego konserwatora, po raz kolejny zobowiązano właściciela do naprawienia dachu, niezwłocznie po uzyskaniu pozwolenia na budowę. Water Tower dostała je w czerwcu 2011 r. Dachu jednak nie tknęła. – Niespełnienie tego warunku – ostrzega Lachowska – będzie skutkowało skierowaniem wniosku do policji, a niepodjęcie prac w najbliższej perspektywie czasowej – wszczęciem postępowań nakazowych. Kiedy jednak kończy się perspektywa czasowa, Lachowska nie określiła.

6 tysięcy metrów kwadratowych

Ma w centrum miasta szwajcarska firma. Ziemia według szacunków miejskich urzędników jest warta kilka milionów złotych. Obciążeniem dla atrakcyjnej działki jest wieża: zabytku mimo wszystko nie tak łatwo się pozbyć. Gdyby szwajcarzy chcieli wyłożyć pieniądze na inwestycję pokazaną w planach byłoby to ok. 20 – 30 mln złotych. Póki co budować nie muszą: projekt zyskał nowe pozwolenia , firma zyskała na czasie. Traci tylko wieża.

Małgorzata Lichecka – politolożka, dziennikarka, studia – Uniwersytet Śląski w Katowicach, w redakcji Nowin Gliwickich od 18 lat, zajmuję się sprawami społecznymi i kulturalnymi

3 July 2013