Polska: Małgorzata Lichecka – Skandal z wieżą (II część cyklu o zabytkowej wieży ciśnień) (Local history, culture, heritage)

Miała być Plantacja sztuki, jest plantacja chwastów. Bezradność konserwatora zabytków napędza bezkarność właściciela – spółki Water Tower, która od 2009 roku „dba” o zabytkową wieżę ciśnień przy ul. Sobieskiego, doprowadzając ją systematycznie do ruiny

Rozbój z wieżą

Małgorzata Lichecka

Wizyty pod wieżą przynoszą złe wieści: nikt jej nie pilnuje, nikt o nią nie dba. – I niech nikogo nie zmyli tabliczka z nazwą firmy ochroniarskiej, bo niczego nie chroni. Że biuro spółki tu jest? No i co, chwastami zarządza – mieszkaniec pobliskiego osiedla jest zdziwiony, że pytamy o wieżę. – Pani, od lat tu tylko menele się zbierają. Idealne miejsce, prawda.

Prezes Policht kręci

Co mają wspólnego puszki rybne „Neptun” z Rumi z wieżą wodną w Gliwicach? Prezesa. Zdzisław Policht od stycznia 2012 roku jest nowym szefem spółki Water Tower, zarządzającej zabytkową wieżą. – Prezesa nie ma – sekretarka uprzejmie, acz stanowczo broni dostępu do Polichta. I tak przez miesiąc. Zmieniają się powody prezesowskiego niebytu: wyszedł na spotkanie, nie dojechał do firmy, ma spotkanie, ma gości, już dziś nie wróci. Nie wiemy więc w jaki sposób i czy w ogóle wieża doczeka się należytego zabezpieczenia, kiedy ruszą prace i czy jest na nie jakakolwiek szansa.

Skąd Policht wziął się w Water Tower? Istnieje dość proste wytłumaczenie. Proryb ( ten od sałatek Neptun) kupił Insel Holding AG, szwajcarska spółka – matka dla spółki córki – Water Tower. Wystarczyła kolejna zmiana w sądzie rejestrowym. Prezes Policht ma też powiązania z kilkoma innymi firmami, w których piastuje fotel prezesa: w Prorybie jest od października 2011 r., w Soti Countain ( Warszawa , spółka zajmuje się rachunkowością i wózkami widłowymi) od sierpnia 2009 roku , w Zeus Security ( Warszawa, specjalizacja budowlanka) od grudnia 2010 roku, jest jeszcze Jupiter Inc. ( Warszawa) i Klemar Inwestment. Śląskie, mazowieckie, pomorskie.

Dla Water Tower, która choć od początku deklarowała zainteresowanie rewitalizacją zabytku i umiejscowieniem w nim galerii i restauracji, najważniejsza jest ziemia – 6 tys. metrów kwadratowych w centrum miasta to bardzo konkretny pieniądz. Zresztą obydwa projekty architektoniczne zakładały komercyjne wykorzystanie otoczenia wieży: ostatnio stanęło na pawilonie usługowo – biurowym. Biznesowi szkodzi, a właściwie bruździ zabytek rejestrowy. Nie można się go pozbyć a i rygory konserwatorskie narzucają opiekę. Z tą jednak można sobie poradzić, kompletnie ją ignorując.

Konserwatorze, ty nam możesz…

Śląski Wojewódzki Konserwator Zabytków twierdzi, że musi działać zgodnie z prawem. A prawo to zezwala na wydawanie kolejnych pozwoleń konserwatorskich ( Water Tower ma ich już dwa, poprzedni właściciele – także dwa) , negocjacje ( bez końca) z pełnomocnikami właściciela. Konserwator twierdzi, że zabytek stale monitoruje. I co z tego? Nic. Bo spółka nie tylko unika odpowiedzialności za poważne, wieloletnie uchybienia w ochronie i zabezpieczeniu zabytku rejestrowego, ale mydli oczy kolejnymi, nieziszczonymi wizjami. Wydział Architektury gliwickiego urządu miejskiego także już któryś raz z rzędu wydaje pozwolenie na budowę. I także bezradnie rozkłada ręce, bo takie jest prawo.

W 2011 r. na przykład całkowicie zmieniono koncepcję: wieża już nie z galerią, tylko do renowacji, a najważniejszy jest nowy budynek, który ma powstać w jej otoczeniu. W marcu 2012 roku, na kilka dni przed upływem terminu pozwolenia konserwatorskiego ( bez niego żadne roboty nie mogą się rozpocząć), Water Tower dostarczył nowe dokumenty – z nowymi pomysłami i datami. Najważniejsze z nich dotyczą dachu: konserwator zalecił zdjęcie drewnianego szkieletu i przygotowanie innego rodzaju pokrycia. Do dziś Water Tower tego warunku nie spełnił. – Ważność pozwolenia upływa 31 stycznie 2013 roku. Dla uzyskania dodatkowych informacji od inwestora na temat zaplanowanej realizacji prac, z końcem kwietnia 2012 r. zostało skierowane pismo wnoszące o przesłanie harmonogramu, bądź o podanie terminu przystąpienia do wykonywania robót zabezpieczających w obrębie wieży. Do dnia dzisiejszego odpowiedź w tej sprawie nie została udzielona. Dla jej uzyskania skierowany został do „Water Tower” Sp. z o.o kolejny monit, a w przypadku dalszego braku reakcji, zastosowane zostaną środki mające na celu doprowadzenie do poprawy sytuacji, włącznie z właściwym zabezpieczeniem terenu nieruchomości i obiektu przed dostępem osób postronnych, dla zabezpieczenia wieży przed dewastacją oraz następstwami niepożądanych zachowań. Właściciel wieży, bez względu na swoje biznesowe plany, jest zobowiązany do zabezpieczenia wieży przed niszczeniem. Obecna sytuacja daje powody do wyciągnięcia wniosku, że mamy do czynienia z brakiem woli obecnego inwestora do realizacji prac zgodnie z uzgodnieniami – mówi Magdalena Lachowska, zastępczyni Śląskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków.

Medusa też pływa

Obydwa projekty architektoniczne – z 2007 i 2009 roku firmuje znakomita pracownia architektoniczna Medusa Group. Obydwa są interesujące i na pewno, gdyby kiedykolwiek doszło realizacji, miejsce przy Sobieskiego rzeczywiście zyskało by życie po życiu. Wizja Fundacji Plantacja Sztuki sprzed pięciu, kiedy to zaczęła się inna historia wieży z Tomaszem Guzowatym w roli głównej i jego „przyjacielskiej” przysługi, zakładała zupełnie inne losy tego zabytku. Nadzieje na kulturalne porozumienie tliły się jeszcze w Plantacji, kiedy obejmowała ją Water Tower. Dziś już Wojciech Eksner, szef stowarzyszenia, przyjaciel fotografa Guzowatego, architekt związany z Medusa Inwestment nie ma już złudzeń. Jego zapał został brutalnie wykorzystany do wytargowania dobrego miejsca pod inwestycję deweloperską. – Nie jestem, niestety, uprawniony do udzielania informacji. Nie znam żadnych planów inwestora w tym tak ważnym dla miasta miejscu. Smuci mnie to bardzo. Nikt mnie nie informował o staraniach w zakresie pozyskiwania dofinansowania ze środków unijnych, a inwestor jest właścicielem wszystkich naszych opracowań i nie ma obowiązku informować nas ani o planach a tym bardziej o zmianach statusowych – Przemo Łukasik, współwłaściciel Medusa Group od gazety dowiedział się o najnowszym pomyśle spółki, wejściu do programu unijnego Jessica.

Wieża do Jessiki, czyli atrakcyjna ściema

O tym posunięciu Water Tower nie wiedział ani konserwator ani projektant, za to Biuro Rozwoju Miasta gliwickiego Urzędu Miejskiego odpowiadające za rekomendowanie projektu nie wiedziało, że spółka posłużyła się starą koncepcją. Wyjaśniamy: najnowszy projekt zakłada natychmiastowe rozpoczęcie prac, wykasowano z niego społeczno – kulturalnej funkcje wieży ( będzie sobie zakonserwowana stać), a najważniejszym jego elementem jest wybudowanie biurowca. Projekt, który w lutym 2011 roku złożono do urzędu – wręcz przeciwnie: uwypukla skasowane cechy: galerie, restauracje, Spa, tarasy. – Warunkiem by przeszedł on przez sito kwalifikacyjne były dwie rzeczy: po pierwsze, rewitalizowany obiekt musi spełniać funkcje społeczne i kulturotwórcze, po drugie, nie mogły się przy danym obiekcie rozpocząć żadne prace budowlane. Jessica to rodzaj partnerstwa publiczno – prywatnego. Pomioty ubiegają się w banku o korzystny kredyt na inwestycję, a procedura jest wielostopniowa- wyjaśnia Anna Koza z Biura Rozwoju Miasta. W przypadku Water Tower w rubryce koszta wpisano 20 mln zł.

Mamy więc wieżowy galimatias: Water Tower żonglując kolejnymi projektami zwodzi instytucje i urzędy grając na zwłokę. I dobrze, jak na razie, na tym wychodzi. Tylko wieży szkoda.

Małgorzata Lichecka – politolożka, dziennikarka, studia – Uniwersytet Śląski w Katowicach, w redakcji Nowin Gliwickich od 18 lat, zajmuję się sprawami społecznymi i kulturalnymi

3 July 2013